— A jakże, a jakże — ale mnie muchy z nosa nie łatwo wyciągnąć — pytał się o panicza czy daleko mieszka — a ja mówię o! daleko. — Cóż to przesiada na dziedzictwie? — podobnoś — odpowiedziałem. I musi być bogaty? pyta znów — a ja mu kto to tam wie, jak ten powiada — to tak daleko. —

— Rozumnieś odpowiedział Kasprze — rzekł stary.

— A już to ja — głupstwa nie zmaluję, przechylając się na jednej nodze z niejaką dumą odparł sługus.

— A potem. —

— A potem już jakby mu gębę zamalował, jak ten powiada, — tylko dwa kieliszki wódki wypił.

— I zakąsił.

— Kiełbasą! a jakże! kiełbasą!

— No! kiedy on zakąsił, dawajże i nam czem po krupniku zakąsić, odezwał się stary.

A Kasper na jednej nodze poleciał po drugą potrawę, którą były świeże kartofle.

Niepotrzebujemy dodawać, że Jan niejadł, w jego położeniu nic się nie jada, chyba przez roztargnienie.