— Jakto? spytała po chwili — sam się zapraszał być u nas?
— A! chowaj Boże! ja go zaprosiłam.
— Ty! ty moje dziecko.
— A cóż to złego babuniu; młody, dobrze wychowany i bardzo miły człowiek, nasza okolica tak pusta, łapię jak mogę.
Babka pogroziła na nosie wnuczce. — Patrzaj, rzekła, co o tobie pomyśli?
— A cóż pomyślić może; żem grzeczna —
— A jeźli to jaki bałamut, któremu się ubzdrzy —
— Ale nic mu się ubzdrzeć nie może, ręczę. — Oho! nie takem go zapraszała. — Zresztą babunia moje zaproszenie naprawi i napisze do niego od siebie.
— Ja! moje serce.
— Tak! babcia kochana, i to dziś jeszcze.