— Kaducznie trząska droga odemnie do starościnej! zawołał — trąc ręką po czole.

Wszyscy milczeli zmróżeni przybyciem prezesa — był to opiekun Julji. Najmniej jednak wrażenia na niej uczynił, płacąc za niegrzeczność jego, poszła do Jana sama, śmiało, i zaprosiła go w ganek, gdzie Marja i Matylda także wyjść miały do przygotowującej się herbaty.

— Kto to jest? spytał Jan cicho.

— Mój opiekun — prezes — odpowiedziała Julja.

— Prezes! zawołał Jan — Prezes!

Twarz mu się zmieniła. Julja postrzegła to. — Opiekun pani? —

— Tak, kuzynek i opiekun.

Zaledwie wyszli w ganek, gdy palcem wskazując młodego człowieka prezes, spytał starościnej — a toż kto?

— Pan Jan Darski — nieśmiało i prawie drżąc odpowiedziała staruszka.

— Darski! podchwycił opiekun porywając się z krzesełka — syn — syn —