— Nie mamy z kim go ponowić — odezwał się przywołany wojewoda.
Wymówki tej Przemysław słuchać nie chciał, trwał przy swoim, burzył się i szalał. Arcybiskup nie odstępował go, usiłując powolnie156 przywieść do opamiętania. Przypomniał mu, że Bóg, przeznaczając go do podźwignięcia korony Chrobrego, przez ciężkie próby i trudy wiedzie do tego celu. Nakłaniał, aby chciwemu Henrykowi dał ziemi kawałek dla odzyskania Kalisza i spokoju. Przemysław, nie ufając już przyszłości, liczył wszystkie nędze i zawody żywota swego.
— Całe moje życie — mówił — zmarnowało się w łamaniu z losem. Nie ufam już w przyszłość lepszą. Od młodości ciągiem jednym klęsk i zawodów była dola moja. Policzcie więzienia, zdrady, domowe męki, błędy moje, zbrodnie, które na mnie włożono! Nie jestem godzien korony, a życie mi obmierzło.
Trzeba go było jak dziecię pocieszać, Świnka używał wszelkich środków.
— Mój książę — rzekł mu — i jam się nie czuł nigdy godnym tego arcykapłańskiego dostojeństwa, które Bóg włożył na mnie. Uspokój się, a zachowaj dla przyszłości! Henryk ci Kalisz powróci, posłańcy jego i pełnomocnicy czekają. Ja będę pośrednikiem.
Przemysław odpowiadał jednym, że chce iść, walczyć i zginąć. Ledwie po długich usiłowaniach udało się arcybiskupowi zmiękczyć Przemysława, który w końcu wszystko zdał na niego.
Świnka pochlebiał sobie, iż powagą swą skłoni Ślązaków do łagodniejszych warunków, wystawując im, jak niegodziwą zdradą opanowali gród, do którego żadnego prawa nie mieli. Śląscy pełnomocnicy wezwani do obozu przybyli dumni i zuchwali jak zwycięzcy, wcale nieskłonni do ustępstw. Arcybiskupia powaga ludziom, którzy swego pana co dzień z władzą duchowną widzieli w zatargach, nie czyniła na nich wrażenia.
Werner, ulubieniec księcia, z góry oświadczył, że innych nie przyjmie warunków, tylko ustępstwo Ołoboku z przyległym powiatem. Narzucał nadto Przemysławowi obowiązek wystawienia tam twierdzy, którą gotową oddać miał Henrykowi. Arcybiskup próżno się starał o zniesienie przynajmniej ostatniego warunku.
— Wystawcie sobie twierdzę sami — rzekł. — Uczynicie ją, jaką chcecie.
— Na to my ani czasu, ni kosztu tracić nie chcemy — odparł Werner. — W Kaliszu mamy zamczysko dobre, warowne, nie zamienim go, tylko na inne, które będzie tego warte.