Księżna popatrzyła na lampę, po ścianach i, jak gdyby wszystko już było zapomniane i skończone, odezwała się głosem jasnym:
— Jest goniec od księdza Jakuba! Ciesz się, książę! Dobre wieści!
Zwrócił się ku niej Przemysław, patrząc ciekawie.
— Ziemianie twoi dzielni są, należy im nagroda. Nie czekali rozkazów twych, nie pytali o nie, zebrali się, uderzyli na tę twierdzę, którą oddaliście Ślązakowi.
— Ołobok! — wykrzyknął książę, podnosząc ręce.
— Tak! Odebrali go — mówiła Ryksa wesoło prawie — całą tę ziemię zawojowali.
— A mnie tam nie było! — z boleścią zawołał książę.
Ryksa, która o wszystkim już starała się być uwiadomioną, znalazła i na ten okrzyk mężowski odpowiedź.
— Mówiono mi — rzekła — iż wy tam nie powinniście byli się znajdować, boście Ołobok ten ustąpili i na tym pieczęć swą położyli, a oni do niczego się nie obowiązywali.
Z pewnym zdumieniem książę popatrzył na żonę swą, która już tak wprędce wtajemniczyła się we wszystkie jego sprawy.