— Zagarniemy wszystko!
Teodoryk smutnie się jakoś uśmiechał.
— Daj to Boże — odezwał się — ale mnie by się widziało nie trąbić z wieży, dopóki się nie pokona, nie ostrzegać, że się bić będzie, aby się miano na pieczy, nie drażnić złego zwierza.
— Niech drżą! — krzyknął Tylon. — Victricia Signa200 nasze, a jak to ślicznie brzmi! Reddidit ipse solus201...
— Mój ojcze — odparł Teodoryk. — Niekoniecznie oni na placu boju walkę nam wypowiedzą. Albo żeście nie słyszeli o truciźnie, co we Wrocławiu sprzątnęła tych, którzy zawadzali, albo nie wiecie, co Białego spotkało202?
Tylon oburzył się.
— Mamy dobrą pieczę nad panem! Oho, oho! Nie bójcie się! Ludzie go jak oka we łbie strzegą!
Lektor zaciął usta i pomilczał.
— Tak, miejcież pieczę! — i urwawszy, dodał: — Co to ja słyszę! Król pono na zapusty203 do Rogoźna się wybiera!
— Na zapusty? Tak jest — rzekł Tylon. — Słusznie mu należy, aby się rozerwał i odetchnął i on, i dwór.