Polonorum położyłem nie bez myśli — zjedzą się ze złości!
Uśmiechnął się Tylon i dodał:
— Takiej pieczęci u nas nie bywało ni u żadnego z panów naszych!
— A wy się tym cieszycie — spytał Teodoryk.
— Jakże nie!
— Ja zaś... nie cieszę się — rzekł lektor, potrząsając głową. — Wiecie dlaczego? Bo ja wolę moc i władzę niż trąbę i chwalbę, wolę czyn niż słowo. Ale wyście, panie pisarzu, mężem słowa i w moc jego wierzycie.
— Pewnie! — zawołał Tylon. — Bóg nas nauczył, że słowo się staje ciałem i że co ma być czynem, wprzódy myślą być musi!
Zamilkł i wracając do pierwszego wesołego nastroju począł znowu:
— Niech się książątka wściekają! Niech się złoszczą! Niech gryzą nieprzypaciele! Który z nich na tę pieczęć spojrzy, ciarki pójdą po nim! Polonorum na niej stoi... Sapienti sat199! Arcybiskup mnie za to w głowę pocałował!
Ręką zamachnął dokoła.