Niemka, zasłyszawszy, gdzie pana szukać miała, w kilka koni wprost puściła się do Lignicy. Wiedziała jako i drudzy, jak Rogatka żył i przez kogo doń trafić było można. Z Niemcami się ugryząjąc po niemiecku, dotarła do zamku, w którym Rogatka się znajdował, a że mu się powiodło, szalał lepiej niż kiedy.
Już z dala po zamku poznać było łatwo, co się tu działo. Zbiegowisko ogromne najemnika zalegało dokoła, łupy wrocławskie dzieląc, pijąc, grając w kości, a na rozbójniczą gromadę więcej niż na wojsko wyglądając. Na wałach pod murami, na przedmieściach pełno było żołdactwa, które i zamek zajmowało.
Śmiała Mina, gdy się potrafiła przedrzeć do środka, gdzie żadnego ładu nie było, przedarła się też prawie gwałtem aż do izby, w której Łysy ze swą kochanką, grajkiem i błaznem pił a pokrzykiwał. Zobaczywszy ją ni kobietę, ni mężczyznę, bo do obojga była podobna, stary zrazu nie wiedział, co poczynać, patrzał na nią a patrzał. Ta wprost do Sonki Dorenowej podszedłszy, przy niej siadła. Odezwała się do niej po niemiecku.
— Tyś jego kochanka — wskazała na Łysego — no, a jam też polskiego księcia ulubiona. Powinnaś mi pomóc.
Rogatka dosłyszał.
— Zjesz licha niżeli ty albo i sam diabeł mu pomoże! — krzyknął. — A po co lazł? Ma to, na co zarobił, niechaj łapę ssie!
Zaklął się po niemiecku. Tymczasem Mina po swojemu piękną Sonkę uchadzała.
Rogatka zżymał się niespokojny.
— Precz z nią stąd! — wołał.
— No to wsadź mnie z nim do więzienia! — krzyknęła Niemka wstając. — Wsadź! Będę siedzieć z nim razem!