— On żonkę ma, co tobie do niego?

— Jam mu więcej niż żona — odparła Mina. — Słuchaj stary — i poklepała go po ramieniu — nie bądź zły! Ja go widzieć muszę.

— Oho! Do jamy mu będę miłośnicę słał, ażeby lżej było siedzieć! Niedoczekanie! — zawołał Łysy, poświstując.

— Mówże, książę, czego od niego chcesz, to ci dadzą!

— Czego ja chcę? Albo to on nie wie?! — krzyknął stary. — Ziemi chcę! Musi mi jej dać dobry szmat! Mnie moja własna spod nóg uciekła, synowcowie ograbili, lichwiarze w zastaw pobrali. Ludzie nade mną nie mieli litości i ja nie będę jej miał nad nimi!

Nie zrażana odpowiedzią tą, Mina zaczęła wrzaskliwie nalegać na niego z napastliwością kobiecą. Sonka Dorenowa gorąco brała jej stronę.

— On ci tyle, co inni nie zawinił — odezwała się — wiecznie go trzymać nie będziesz!

— On wcale wam nie zawinił — pochwyciła Mina — stryj kaliski gwałtem go pociągnął z sobą. Niechże on teraz go wykupuje.

— Wszyscy oni jednej miary i warci u mnie gnić w lochu, pod nogami! — wrzasnął, kubkiem stukając, Łysy. — Mnie należało panować na Wrocławiu i na Krakowie i — wszędzie! Długom na to czekał, aż połapałem; niech siedzą!

Pogłaskała go Dorenowa, uspokajając, gęślarz zaczął brząkać i podśpiewywać, Łysy popił i trochę się udobruchał. Posłyszawszy gędźbę82, sam też nucić zaczął, na Minę patrzył szydersko i lubieżnie, a ta mu wzrokiem równie śmiałym odpowiadała. Uczuła zaraz, że Łysy zaczynał łagodnieć i skorzystała z tego.