— Polskiego księcia z lochu wyprowadźcie do czarnej izby i ta (wskazała na Minę) niech do niego przystęp ma!
Wtem Bolesław uderzył o stół pięścią ogromną.
— Ty jakaś! Co ty tu będziesz dawała rozkazy?
— A będę — zawołała Dorenowa. — Będę! Albo to ja mocy nie mam, kiedy i ty mnie słuchać musisz! — Odwróciła się do burgrabiego.
— Słyszałeś? Ja każę — i on musi to kazać, co i ja!
Łysy się po głowie musnął.
— Grajku, psi synu, grajże na pociechę!
Za odchodzącym burgrabią wybiegła Mina zaraz, wciskając mu pieniądze i racząc go dobrym słowem. Szli razem ciemnymi izbami aż na tył zamku, kędy szyja kowanymi drzwiami zamykana prowadziła do zimnego lochu. Minę gniew ogarniał. Otwarto drzwi, chciała się rzucić zaraz, ale w ciemności nic dostrzec nie mogła. Przemko, zobaczywszy światło, z barłogu się porwał, krzyknął i przypadłszy, rzucił się jej na szyję.
Mina pochwyciła go, wiodąc z sobą na górę.
— Chodź, chodź! To nie więzienie, a grób! — krzyknęła.