Burgrabia nie dał im tak iść, ujął księcia za rękę i sam postąpił naprzód. Po wschodach84 idąc, Przemko ściskał, milcząc, swą wybawicielkę.

— Cóż! Swobodęś mi przyniosła?! — zawołał, gdy wyszli na górę.

— Jeszcze nie, alem choć lżejsze w izbie wyprosiła więzienie — odpowiedziała Mina. — Łysy ziemi chce, daj mu, byle cię puścił!

Przemko milcząc potrząsnął głową, stękał na ranę. Gdy na jaśniejszy dzień wyszli, zlękła się Niemka, ujrzawszy go bladym, żółtym i wynędzniałym. Odzienie na nim było poszarpane i zbrukane, słomą oblepłe i brudne. Zamiast zapłakać, dziewczyna z gniewu na Rogatkę trzęsła się i tupała nogami.

Burgrabia85 wpuścił ich oboje do czarnej izby. Zwała się ona tak i godną była swego nazwiska. Stęchliznę w niej czuć było, jedno okno głęboko w murze osadzone słabo ją oświecało. Wiosenne ciepło jeszcze się w głąb tych ścian kamiennych nie dostało — zimno i tu było przejmujące. Mina dała pieniędzy, aby drew przyniesiono i naniecono ognia. Śmiała, napastliwa, rozkazywała obcym ludziom, a ci słuchali jej, sądząc, że prawo do tego mieć musiała.

Przemko jęczał, na ławę ległszy, Niemka biegała, krzątała się, krzyczała. Patrzał na nią i mimo że zbolały był, rozjaśniało mu się lice. Śmiałością swą, zapobiegliwością brała go za ręce. W więzieniu samotnym przychodziły mu myśli różne, czuł sumienia zgryzoty, miał los swój teraźniejszy za karę bożą, grzesznego życia kajać się już był gotów. W tej chwili pokutnicze zamysły poszły precz, Mina je czarnymi oczyma odegnała. Z jej przybyciem odzyskiwał nadzieję rychłej swobody.

Począł rozpytywać Niemkę.

— Cóż ten niegodziwiec prawi! Widziałaś go? Jakeś się tu dostała? Pytałaś go o mnie?

— Wykupu chce, pragnie mu się ziemi — powtórzyła Mina jak wprzódy. — Ziemi! Trzeba mu ją dać!

Przemko się nachmurzył.