— Ziemi nie dam — zamruczał — nie dam, choćbym tu zgnić miał. Ziemia to nie moja.

— A czyjaż? — podchwyciła Mina.

— Pradziadowska, ojcowska. Kto ją wziął po nich, ten powinien oddać w całości. Jam jej nie przyrobił, a miałbym obrywać! Nigdy!

Mina głową kręciła.

— Jeszcześ mało w tym gniłym lochu siedział, kiedy tak mówisz — odparła.

— Grzywny mu zapłacę! Okup dam!

— Ale on i grzywien chce, i ziemi — zawołała Niemka — a życie twoje droższe niż oboje! Co ci po ziemi, gdy w lochu siedzieć będziesz?

— Nie będę — odparł Przemko. — Niedoczekanie tego pijanicy, aby nas trzymał długo. Znajdą się tacy, co się za mnie i za innych upomną.

— Kto? Wszak pobił wszystkich! — wołała Mina.

— On? On pierwszy zbiegł z placu.