— Syna ma lepszego niż sam.
Przemko westchnął ciężko.
— Ziemi chce! — zamruczał. — Ziemi nie dam! Nigdy!
Nie słuchając już go, Mina się kręciła po izbie, starając się ją mieszkalną uczynić. Językiem niemieckim a śmiałością swą z ludźmi zamkowymi rady sobie dawała przedziwnie. Wchodziła i wychodziła, nie pytając ich, jakby jej nikt pytać i bronić tego nie miał prawa. Kazała im sobie przynosić spod zamku, czego potrzebowała, słowem, oswojona wnet znajdowała się tu jak w domu. Żołdacy ją po korytarzach zaczepiali, odcinała się im dumnie, gdzie było potrzeba dawała pieniądze, umiała krzyknąć, zakląć jak żołnierskie dziecię, nie bała się nikogo.
Przemkowi nowy duch do piersi wstąpił, ogrzał się, wyciągnął, napił, miał przemówić do kogo. Nierychło spytał, co się u niego na zamku działo. Niemka ramionami ruszyła.
— Co się tam ma dziać?! — zawołała. — Na Lignicę cię odbijać nie pójdą, sił nie mają. Było was kilku na Łysego, a nie zmogliście86 go, toć wojewoda Przedpełk z Petrykiem się nie porwą na niego!
O żonę nie śmiał książę pytać, czekał aż sama mu coś może powie, jakoż Mina ozwała się:
— Lukierda wasza pono krzyknęła, dowiedziawszy się, że pan mąż w niewoli, a teraz rada może, iż się was pozbyła. Znajdą się dworzanie, co ją pocieszą...
Przemko surowo spojrzał na nią.
— Cóż się to krzywisz? — dodała. — Wiadomo to, że dwór męski bardzo tę panią kocha. Przed nimi słowa na nią bąknąć nie można, gotowi bronić. Na mnie tylko psy wieszają! Przecież księżna tu was ratować nie spieszyła, tylko ja...