Nazajutrz rano poszła Mina do Dorenowej, którą samą zastała. Łysy z grajkiem, nie odstępującym go ani na chwilę, poszedł do Niemców swoich. Lubił się z tym łotrostwem zabawiać jak dobry towarzysz, słuchać tłustych ich żartów, śmiać się, pić z nimi, a choć czasem którego, gdy go obraził, zbić kazał albo obwiesić, Niemcy mu tego za złe nie brali. Włóczęgi te, obce sobie, nie tak się kupy trzymali, by jeden zbyt gorąco za drugiego się ujmował. Pół dnia tak czasem w podwórzu albo na wałach, na próżnej beczce siadłszy, grajka u nóg posadziwszy, trawił Łysy między żołdakami, dopóki mu się za Sonką Dorenową nie zatęskniło albo drzemać nie zachciało. Naówczas grajka z sobą ciągnąc, który go poprzedzał, na zamek powracał.
Z rana Dorenowa była sama, bo chłopiec jej, synalek już spory, urwisował też między knechtami. Leżała spoczywając, a niewiasty koło niej jak przy chorej chodziły, bo sługami otaczać się lubiła, aby za księżnę uchodziła. Opryskliwa, sroga, dziwaczna, dla pokazania swej mocy dziewki kazała chłostać, a dobrego słowa nikomu nie dała. Naśladowała w tym Łysego, który szydził, śmiał się, a nagle potem wściekał, bił i wieszał, gdy mu innej zabrakło zabawy. Gdy Mina weszła, właśnie trzymała dziewkę za kosę, a policzki jej czerwone świadczyły, że podniesiona ręka półksiężnej nie próżnowała. Zobaczywszy obcą, popchnęła sługę i starszej, co obok stała, dała rozkaz, aby ją ochłostano.
W izbie kochanki księżnej było dosyć pokaźno, bo się świeżych łupów część jej dostała; ale niedawno jeszcze ściany były odarte, skrzynie wypróżnione, bo przed wojną wszystko pozastawiano. Sonka rada była i dumna ze zwycięstwa Łysego, obiecującego, że się próżny skarbiec zapełni. Zmiarkowała87 Mina, że kobiecie dumnej przypochlebić się trzeba było, przystąpiła więc do niej z pokorą i wdzięcząc się.
— Wyście tu, miłościwa pani, prawdziwa księżna — rzekła. — Winnam wam tylko, że mojego pana z lochu dobyto, niechże Bóg wam za to zapłaci! Macie dobre, wspaniałe serce książęce! Wy u Bolesława możecie, co zechcecie!
— Pewnie, że zrobię, co zechcę! — odpowiedziała, śmiejąc się i podnosząc nieco, Dorenowa, która włosy piękne, w nieładzie rozpuszczone zawiązywała.
— A! Jakie wy śliczne włosy macie! — dodała Mina. — Nie dziw, że wasz stary głowę dla takiej piękności traci, któż by nie oszalał dla niej!
Sonka uśmiechała się i pyszniła.
— A! Ty! pochlebnico! — mruczała.
— Księżno ty moja, ciebie by i królową nazwać się godziło — ciągnęła dalej Niemka — bądź do końca miłosierną, jakeś poczęła! Dopomóż mnie, nieszczęśliwej! Mnie trzeba koniecznie mojego biednego pana wyzwolić!
— O o, to trudno — szepnęła Dorenowa. — To trudno!