— A co dla was trudnego? Jak wy mu się uśmiechniecie i pogładzicie pod brodę?

Sonka głową kręciła.

— Ziemi kawałek musi dać — rzekła — nic nie pomoże; na ziemię mój Bolesław łakomy, bo mu już jej mało zostało. O, ziemi musi dać!

— Ziemia, ziemia! — zawołała Mina. — Co ona warta? Grzywny lepsze.

— Grzywny — rozśmiała się Dorenowa — grzywny dla mnie, a dla niego ziemi szmat. Za wolność warto zapłacić!

— Grzywny dla was i dla księcia lepsze — mówiła Mina. — Co po ziemi, którą nieustannie strzec trzeba, a i ludzi pilnować?

— Musi ziemię dać! — potwierdziła raz jeszcze Sonka. — Nic nie pomoże. Zaklął się Bolesław, że bez ziemi nie puści.

Pochylone ku sobie dwie niewiasty szeptać poczęły, Mina mówna, żywa i śmiała przewagę miała nad otyłą, ociężałą i niezbyt szczebiotliwą Dorenową. Rozstały się przyjaźnie z sobą.

Gdy książę napiły, grajka wiodąc za sobą i przyśpiewując, do izby powrócił, a Dorenowę kazał wołać do siebie, przyszła doń wystrojona, pogładziła pod brodę, siadła na łożu i poczęła za polskim księciem przemawiać.

Książę, choć podpiwszy, jedno miał ciągle na ustach: