— Dobrze mówi! Rozum ma!

Ale Rogatka łajać począł ją i syna; dopiero postrzegłszy, iż się gniewu nie zlękli, złagodniał.

— Da ziemi czy nie, a żądać trzeba — rzekł. — Mów, że ziemi chcę!

Grajkowi śpiewać kazał i zaświstał nutę, którą on pochwycił.

Otyły z wolna powlókł się do czarnej izby. Od owego dnia, gdy ich w bitwie pobrał do niewoli, nie widzieli się z sobą. Henryk młody był, rycerską dzielną miał postać, ale przed czasem się roztył, a ojcowskie rozpasanie trochę na nim widać było. Przemko, ujrzawszy go wchodzącego, zadrgał cały, z ławy się nie podniósł. Gniew zwyciężonego zawrzał mu w piersi. Henryk powoli szedł ku niemu.

— Ano! — rzekł. — Wysiedzieliście już pokutę, czas by wam do domu... Młoda żonka na was czeka! Ojciec mnie tu posyła. Chcecie na swobodę? Z niewoli darmo nie puszcza nikt!

— Okup dam — rzeki Przemko krótko i sucho.

— Ojciec ziemi chce — odparł Otyły.

— Ziemi nie dam! — prędko zawołał Przemko. — Będę gnił tu, a ojcowizny nie pokraję.

Henryk Otyły, choć nie proszony, usiadł przy więźniu na ławie i w boki się ujął.