— A jak nazad do lochu wrzucą?
— Wola boża — rzekł Przemko. — Wojna się raz powiedzie, drugi nie. Co jutro będzie, nikt nie wie.
Otyły uderzył go po kolanie.
— Co grzywien dacie? — spytał.
Przemko zwrócił się żywo.
— Mów, co chcesz, dam, co mogę.
Zaczął się targ między nimi. Mina, stojąc w ciemnym kącie, słuchała z natężoną uwagą. Stanęło na grzywien tysiącu.
— Ślijcież zaraz do Poznania, aby wam je tu przywieziono, albo za granicę nie puścimy inaczej.
— A rycerskie słowo?
— Eh, eh! Słowo wiatr! — rozśmiał się Otyły. — Srebro na stół!