— Wy, coście biegli w Piśmie — dodał — wiecie najlepiej, iż w godzinach wielkich i stanowczych, Bóg zsyła proroki swe, władcę i kapłany. A bierze ich z pola i od trzód, z tłumu, z ciżby i namaszcza je i rosną ubłogosławieni, promieniem łaski, bo człowiek tyle ma sił, ile Bóg w niego wieje.

Zdumiał się znowu mowie tej w ustach księcia niezwyczajnej ksiądz Wincenty, sam Przemysław teraz zdał mu się powołanym przez Boga.

— Widzisz — mówił książę — jam także słaby jest i ułomny, a jednak we mnie wykluwa się myśl wielka. Urosła ona w więzieniu, trapiła mnie i gniotła, jak na urągowisko, bom zamarzył o koronie wtenczas, gdy straże stały u drzwi moich i urągały się upokorzeniu memu. Gdym się powinien był czuć znękanym i przybitym, rosłem właśnie i potężniałem na duchu. Nie mogęż ja rzec, że mnie Pan Bóg ukarał niewolą, abym z niej wyniósł ziarno, z którego urośnie korona? To, co mnie zabić miało, odżywiło mnie! Daj mi powiernika arcykapłana a... zobaczysz... dźwignę Chrobrego koronę! Wynijdzie ona z grobu i z martwych powstanie!

Oczy mu się lśniły, patrzał, jak gdyby już ją miał na skroni.

— Jedziesz do Rzymu? — spytał milczącego kanclerza.

— Spełnię rozkazy Wasze — odpowiedział chłodno kanclerz — chociaż tej wiary, jaką Was Bóg obdarzył, nie mam w sobie! Czyńcie ze mną, co się wam podoba! Pozwólcie jednak przypomnieć, że ojciec wasz duchowny ksiądz Teodoryk do tego poselstwa zdolniejszym byłby nade mnie. Zna lepiej obce kraje, bystrzejszym i przebieglejszym jest.

— Tak — rzekł Przemysław — ale mnie prawego i nieugiętego potrzeba posła, a on miękki jest i powolny do zbytku. Widzisz, że przed nim duszę moją odkrywając w sprawach innych, w tej mu się otworzyć nie chciałem. Prawości waszej potrzeba mi. Pojedziecie wy albo nikt. Nie darmo Bóg was dziś na mej drodze postawił.

Ksiądz Wincenty, na którego to nagle spadło niespodzianie a dziwnie, zafrasowany114 był wyborem, jaki go spotkał. Uśmiechało mu się, jak każdemu duchownemu, zobaczyć apostolską stolicę, spełnić tak wielkie posłannictwo; obawiał się, czy mu podoła.

— Jeśli możliwym to — odezwał się cicho — odwróć, Panie mój, ode mnie ten kielich razem nęcący a straszny. Godniejszego wybierzcie.

— Nie znam od was godniejszego!