— Nie było rozkazu.

Leszek się śmiał, słomę zgniłą wziąwszy spod siebie, w wychudłych białych rękach miął ją bezmyślnie.

— Chcę was uwolnić — dodała kneźna. — Chcę was staremu odesłać ojcu. Dosyć już w rodzie było waśni i krwi się wylało. Pojednajmy się wszyscy, pogódźmy, mamy i tak dosyć nieprzyjaciół, Leszku. Spokojnie na swoim grodzie, ojciec i wy siedzieć będziecie.

To mówiąc, zbliżała się ku niemu Brunhilda powoli, a Leszek, słysząc ten głos przybliżający się ku sobie, cofał przerażony, jakby nowej lękając się zdrady.

— Nie lękaj się — poczęła Brunhilda. — Przysięgam ci, jutro będziesz u starego ojca i u własnego ogniska, wolnym. Kneź chce zgody i spokoju. Daj się stąd wyprowadzić, włożyć odzież, nakarmić, konie i ludzie czekają na ciebie.

Leszek zdawał się uszom nie wierzyć, można się było domyślać, że szukał pod ręką czegoś, co by mu do obrony, a przynajmniej do pomszczenia życia służyć mogło. Drżące dłonie chwytały mur zimny.

— Nie lękaj się — powtarzała Brunhilda. — Przysięgam ci.

Milczał biedny więzień, który się był z posłania zerwał i do ściany przypadł, jakby w nią chciał się schronić, gdy dwóch z czeladzi przyprowadzonych przez Muchę, ujęło go z wolna pod ręce. Próbował się im wyrywać, jęcząc i nie zważając na zapewnienia Brunhildy, ale osłabły był i łatwo go wziąć im przyszło. Dał się wreszcie na plecy zabrać silnemu parobkowi, który go poniósł po drabinie. Brunhilda i Mucha szli za nim. Narzucono mu opończę i Kaszuba zaprowadził naprzód z sobą do komory, gdzie mu nową odzież dać miano. Kazano wybrać jak najkosztowniejszą. Sama Brunhilda szła już przodem do swojego dworu, gdzie jeszcze uwolnionego Leszka przyjąć, nakarmić i ułagodzić chciała.

Wnet sługi na stole przygotowały mięsiwo, mleko, miód w plastrach i sycony53, kołacze białe dla wygłodzonego. Kneźna rachowała na to, że go swym głosem i słowem łagodnym potrafi zjednać sobie. Mucha miał go do tego przygotować.

Wkrótce potem otworzyły się drzwi i powiernik Brunhildy wprowadził z sobą zmienionego do niepoznania Leszka, którego młodość i piękność przy okropnym kalectwie wzbudzały litość nawet w ludziach do podobnych nawykłych widoków. Dano mu ubiór kneziowski, szyte suknie, z krasnymi sznury obuwie i jakby na szyderstwo miecz do boku. Jasne jego włosy świeżo zmyte, rozpuszczone na ramiona, świeciły pozłocistą swą barwą, blada twarz zaledwie młodym porastająca włosem, smutną była i straszną z tymi oczyma zakrwawionymi, które niedobrze zakrywały zsiniałe powieki.