— Nie mogę! — odezwał się stanowczo Ludek.
Doman wstał z siedzenia, swoim obyczajem liść znowu urwał, na ustach go położył i kilka kroków odszedł.
— Ojciec wasz byłby mi ją dał — zawołał prawie gniewnie.
— Nigdy...
— Chcecie mnie mieć z wami i za wami? Stanę... ale ją muszę mieć, a nie, to nie...
Ludkowi się brew namarszczyła i drgnął, niecierpliwie powtarzając:
— A nie, to nie!
— Więc nie!— wybuchnął porywczo Doman. — Wolicie we mnie mieć wroga niż brata?
— Kupić was nie mogę, obejść się muszę... — rzekł Ludek zimno.
Chłopak się rzucił w tył, cały drżąc z gniewu.