— Nikogo! — przebąknął.

— Nikogo! — powtórzył pochylając się drugi.

— Mieliż by się ulęknąć i nie przybyć? Możeli to być? Ani ci nawet, co zwoływali? A ci pierwsi być powinni!

To mówiąc z konia się zsunął stary.

— Wy z końmi — rzekł — stać tu w pobliżu, paść i czekać. Ty, Mroczek — ze mną pójdziesz... uczyć się, jak radzili starzy. Słuchaj, patrz, służ i ucz się.

Młodszy posłusznie głowę skłonił.

Wtem z drugiej strony nadjechali konni, Doman samotrzeć z ludźmi swymi. I on, nie dojeżdżając do horodyszcza, konia słudze oddał wskazawszy pastwisko, a sam ku staremu pośpieszył.

— Dniem wiecowym pozdrawiam was — odezwał się.

— Dniem wiecowym, bodaj szczęśliwym — odparł starzec. — Kędyż267 się Wisz dziewa?

Doman obie ręce podniósł ku górze i pokazał na obłoki.