— Latka moje, latka młode i piękna uroda poszły z wiatry, poszły z wodą, spłynęły jak woda.

Zakładajcie siwe konie, zakładajcie gniade, usiędę ja i pogonią lata moje młode.

I dognała młode lata na kaliny moście, wracajcie się mi ze świata, choćby do mnie w goście.

Coraz ciszej brzmiała stara ta dziewicza piosenka i rozpłynęła się nuceniem tęsknym. Doman się zbliżał ostrożnie, niepostrzeżony, aż zakaszlał, aby nań zwróciła oczy.

I podniosła je, jakby się go tam spodziewała, zarumieniona nieco a smutna. Fartuszek przyłożyła do ust, wzrok się jej niby błąkał, jakby go nie chciał spotykać, a nie uciekała.

Zbliżył się pozdrawiając ją wesoło.

— Gadkę bym wam powiedział — odezwał się — gdybyście jej posłuchać chcieli.

— Jakąż? — spytała.

— O was i o mnie — rzekł chłopak. — Co by to było, gdybym ja za was okup złożył, a was z Lednicy zabrał do mojej świetlicy? Noża bym nie miał u pasa... czym byście się wy bronili?

Zarumieniona Dziwa spuściła oczy, potrzęsła głową.