— Nie może być, co nie może — odezwała się cicho — nie możecie wy tego!
— A jakby się stało?
Gdy Doman podniósł oczy odpowiedzi czekając, dziewczyny nie było u tynu, wcisnęła się do chramu, siadła na kamieniu, serce ręką cisnęła, na ognisko patrzała, a poza siebie rzucała okiem strwożonym. Doman przez szparę między oponą a słupem, przyległszy blisko do ściany, patrzał na nią długo, potem w ręce uderzając odskoczył.
— Bywało to nieraz... stać się może teraz.. Nie pójdzie po dobrej woli, ale mi nie będzie krzywą... Bez niej mi żyć trudno...
W piersi się dłonią bił.
— Stanie się, co się stanie... muszę ją mieć, krwiąm ją moją zapłacił!
Zerwał się do czółna iść, nie patrząc już przed siebie, gdy silną dłonią Wizum go za ramię pochwycił.
— Co się ty wijesz i kręcisz?
— Jeszcze mi wczorajsza bitwa szumi w głowie... ot... i różne sprawy, o których nocą, gdym usnąć nie mógł, ludzie prawili. Prawda to stary, że kneziowie Leszkowie dziewki od ognia porywali?
Wizun głową rzucił.