Szmer powstał między starszyzną i wojewodami.

Zapaleńszym wojny się chciało, innym kary srogiej na całym rodzie, niektórzy ani ich słowu, ani przysiędze wiary nie dawali.

Zasępiły się twarze na samą tę wzmiankę, aby wojsko od pochodu wstrzymać czekając na obozowisku.

Piastun po raz pierwszy spotkał się z ludźmi, co inaczej chcieli niż on poczynać — rzekł jednak spokojnie:

— Wstrzymamy pochód — a gdy przyjdą Leszkowie, radźcie wszyscy — ja słuchać będę i wybiorę, co słuszna.

Posłańców wnet rozpuszczono po obozie i ludzie znów przy ogniskach się pokładli, ale mruczało wielu. Z wojewodów żaden nie rad był zgodzie, Myszkowie jątrzyli przeciw Leszkom, zemsty się ich na sobie obawiając. Piastun milczał.

Dzień jeden i dwa, i trzy nikogo nie było, zwiększało się szemranie, wielu odzywało się, iż Leszkowie na czasie tylko zyskać chcieli i kłamstwem starego bartnika podeszli.

Kilku z wojewodów i starszyzn wyrzuty poczęli robić kneziowi, iż się dał oszukać, ale na to nie odpowiadał. Domagano się rozkazów do wystąpienia w pole, rzekł im krótko i spokojnie, że stać będą, póki on im iść nie każe.

Piątego poranku, już nie maleńka gromadka, ale orszak okazały Leszków, na drodze od lasu się ukazał. Nieśli stanice swoją z potworą smoczą nad głowami. Środkiem jechali Leszek i Pepełek dwaj bracia — odziani skromnie i bez oznak kneziowskich, za nimi Bumir i co było do krwi i rodu należącego. Ciągnęli tak poważnie, w milczeniu, ściśniętą ławą jedną aż pod chaty, tu stanęli gromadnie w milczeniu.

Z dala ich już ujrzawszy Piastun wojewodów zwołał i starszyznę.