Wiatrek mną powija...

Wyjdę na policzko,

Zaśpiewam se jeszcze,

Spojrzę na słoneczko,

Wysoko my jeszcze...

Lecą ptacy, lecą,

Daleko, daleko,

Niech mój smutek wezmą

I niech z nim ucieką...

— Albo i to... dola — dodała prześpiewawszy — żeby was tu woda jej pod nogi przyniosła... Lepiej by już wam było nie spotkać się z sobą... a to się tobie blizna jeszcze otworzyć gotowa, gdy się zbliży dziewka, co ranę zadała... Bo mówią tak, że niepomszczona krew rzuca się, gdy ten, co ją przelał, podejdzie... A ona też znać się was boi, chodzi jak ziele mrozem zwarzone...