Potem ciszej mruczała babina.
— Mnie się zmory boją i latawice... ja jak tupnę nogą, muszą mi krasnalki obuwie wiązać! o! o!... Podziomki truchleją, gdzie ja się pokażę, mary i nocnice płoszę... bo ja sama wiedźma jestem!
Doman milczał, aż nierychło się ozwał obojętnie.
— A cóż wy na to możecie, gdy dziewka bogom ślubowała? Nie chce ona nikogo...
Rozśmiała się Jaruha.
— Hej! hej! — zawołała — ślubowały, ślubowała niejedna, a mało to ich poszło od tego ognia w chramie do tamtego, co się w chacie pali? Niechby tylko chciała, nikt jej nie zabroni, byle do chramu okup dać! Wizun ich ma dosyć na posługę...
Doman patrzał i słuchał z coraz większą uwagą.
— Ja ją wam namówię!... — zamruczała Jaruha.
— Nie może to być! — żywo odparł Doman.
— Może! Ja wiele znam442 — śmiała się stara — choć popróbuję...