Mówmy o niem. Książe Bolesław chociaż się winnym nie czuje, bo jego usposobienie źle wytłumaczono, nadużyto słowa niezrozumianego. — Książe pomimo to, gotów jest ponieść karę.
— Karę? jaką ja mu naznaczę? — zapytał Paweł dumnie.
— Nie, ale na jaką wy się zgodzicie, gdy umowa stanie — rzekł Dzierżykraj.
— Naprzykład? — krzyknął Paweł unosząc się. — Musi mnie przebłagać publicznie!
Dzierżykraj głową potrząsnął.
— To być nie może, — odparł, — on nie przewinił, a dostojeństwo jego nie pozwala na to.
— Jakto? Alboż możniejsi stokroć od niego Cesarze głowy nie uginali przed Biskupami? a takie małe książątko nie mogłoby klęknąć przedemną, Pasterzem swoim?
Dzierżykraj zawrócił się znowu ku oknu — zmilczał. Walter spuścił głowę, nie życząc sobie się mięszać w rozprawę.
Biskup ciągnął dalej.
— Powtóre, żądać będę przykładnego ukarania dwu zbójców, ukarania więzieniem ciężkiem, zabraniem dóbr, oddaleniem ich ode dworu. — Nie mogę z niemi spotykać się więcej, nie powinno ich oglądać oko moje. Nigdy! Śmierci mam prawo wymagać na gwałtowników; niech Bogu dziękują, gdy im życie daruję.