— A jabym im to miał przebaczyć? Nigdy! — Nigdy! Nawet jeśli będę zmuszonym stłumić w sobie gniew, zrobić wrzekomą zgodę, dać się niby ubłagać!...
Nigdy! Dopókim żyw ścigać będę tego niedołężnego Bolesława i służkę jego Leszka! Wyżenę tych niemców precz! wyżenę!
Bił się w piersi, a Walter go po rękach całował uśmierzając rozjątrzenie.
— Rzekliście! — przerwał cicho — święte słowo. Zrobicie zgodę pozorną, potem postąpicie jak zechcecie... Dajcie się przebłagać, aby się ztąd wydobyć, odzyskać swobodę.. Będziecie silniejsi! Tak! tak!
Błagał go chwytając za ręce, które mu Paweł wyrywał.
— Zgodę — zawołał — mówiłem pod jakiemi zawrę warunkami. —
Macie wóz i przewóz...
— Na to oni nie przystaną — szepnął Walter trzęsąc głową.
— Cóż oni dać myślą? — odezwał się nagle ostygając Paweł.
Kanonik ruszył ramionami.