Gniewnie powiódł za nim oczyma Biskup, i ręką na drzwi wskazując, zawołał.
— Dobrze wybrali posła! Ptak to, co wie jak komu śpiewać! — Lecz, ja się znam na ludziach i głosach.. Chce mu się kanclerstwa! zasługuje się panu!
Padł na siedzenie.
Ks. Walter teraz dopiero oswobodzony od gwałtu, jaki sobie zadawał, pospieszył do ks. Pawła z czułością wielką, łasząc mu się, całując go po rękach, załamując dłonie — wykrzykując.
— Bezbożnicy! łotry! co oni z moim uczynili Pasterzem! Na krwawe mi się łzy zbiera...
Boże miłosierny! Że w nich pioruny nie biły, gdy się targnęli na pomazańca Twojego! Dzięki niebu, że życie ocalone.. a i zdrowie. — —
Paweł przerwał gwałtownie.
— Nie lamentuj! Dosyć, żem się wylizał — alem ja twardy, nie łatwo mnie zgryźć. Z innego byliby duszę wygnali! Gdybyś widział jakim oni mnie tu przywieźli! Sznury mi się w ciało powjadały.. krew ciekła...
Walter zakrył sobie oczy jęcząc.
— Boże miłosierny!