Przybywający z zaproszeniem byłby może mówił dłużej, lecz zobaczywszy, iż starzec machinalnie karty księgi przed sobą leżącej przewraca, a mało się go słuchać zdaje.. zabrał się do pożegnania.
— Będziecie u Biskupa? — zapytał.
— Wiecie, że ja tą porą zimową, na krok z izby nie wychodzę, — odpowiedział ks. Jakób sucho.
Po odejściu posła stary zaraz modlić się zaczął z tą obojętnością na wszystko ziemskie, które w późniejszym wieku, gdy człowiek światu obcym się staje, świadczy zarówno o starganych siłach, jak o spokoju ducha.
Ta myśleniem przerywana modlitwa trwała z godzinę, gdy ktoś do drzwi zapukał i wszedł kanonik Janko, jak zawsze, poruszony mocno.
— Coś nowego, — odezwał się w progu — ksiądz Biskup nas wszystkich, wrogów swych na obiad wołać raczy! Posły biegają na wsze strony, nagląc, abyśmy szli.
— A wy? — zapytał staruszek.
— No? a wy? — powtórzył ks. Janko.
Gospodarz za całą odpowiedź, wysunął swe obrzękłe, futrem obwinięte nogi.
— Ja! pójdę! — zawołał stanowczo Janko. — Tak! pójdę! Męztwo potrzeba mieć, aby wbrew i zawsze prawdzie dawać świadectwo! Łatwo narzekać i łajać za oczy — pora przyszła stanąć oko w oko! Pójdę!