Zmięszał się przybyły.

— Ja! ja! — zająknął się — ale ja, głosuję za tem, aby iść! iść!

— Ja także! — odparł dumnie kanonik.

Ks. Jeremi przyskoczył doń żywo, oczki mu małe pałały.

— Tak jest, ja pójdę — dołożył chłodno Janko.

— A drudzy?

— Sądzę, że pójdą wszyscy.

Ks. Jeremi uspokoił się wprędce i tchnął swobodniej, zdawał się jednak nie dowierzać słyszanemu...

Dodał po cichu:

— Kiedy wy, ojcze, kiedy wszyscy... Kiedy postanowiono... ja się nie odłączę. Idę i ja.