— Jeźli ten ma być opętanym, to i my wszyscy tacy — zawołał, — bo my toż trzymamy co i on, tak samo myślemy, z nim razem sakwy podróżne wziąć jesteśmy gotowi i — dodał uniósłszy się — do Rzymu pójdziemy!
Nie dokończył tych słów, gdy pod stołem żgnięty w nogę, skoczył i krzyknął. Padł na ławę z jękiem boleści.
Śmiech i wołanie ozwały się od drugiego stołu.
— Oto patrzajcie na jawną karę Bożą — odezwał się Biskup szydersko. — Patrzajcie! razi ich choroba wielka wszystkich. Szaleją opętani przez djabła, ci co przeciwko Pasterzowi swemu i Panu powstali... Jawny znak iż winni są...
— Opętani! opętani! — wołali zausznicy od lewego stołu.
W tem trzeci z towarzyszów Janka zwrócił się do Biskupa, z uniesieniem wołając:
— Nie my! Wy obawiajcie się boskiej kary. Bóg cierpliwy, quia aeternus, dopuszcza zbrodnie, ale się za nie mści nie tylko w wiecznem bo i w doczesnem życiu.
Mówca nie pospieszył to wyrzec, gdy także krzyczeć począł, obie nogi miał pod stołem rażone gwoździami. — Zwinął się na ławie podnosząc je.
Ksiądz Janko tymczasem do siebie przyszedł i z kolei miał głos zabrać, widząc, że ich niepoczciwą zdradą, w oczach całej kapituły szalonymi uczynić chciano.
Lecz zaledwie słowo wyjąknął, gdy ukłuty znowu, boleśniej jeszcze niż poraz pierwszy, musiał jęknąć podnosząc ręce...