— Bolesławie Pobożny Odoniczowiczu!
— Módl się za nami!
— Bolesławie Tęgi, Ziemowita synu!
— Zawojuj nas, jeśli możesz!
— Toby się zdało — wtrącił Biskup. Śpiewano tym czasem dalej śmiejąc się i wykrzywiając.
— Bolesławie Rogaty!
— Nie bodź nas niemi! — odpowiadano.
— Gdyby nam tu dał swego skrzypka! — mruknął Wit — tenby się zdał...
— Bolesławie maluśki Łysego synu! — śpiewał Kwoka...
— Rośnij powoli...