— Choćby do nas zajrzeli, — zamruczał Biskup — nie byłoby nam z niemi gorzej niż jest. —
— Leszku Czarny, Synu ojca zwadliwego...
— Siedź doma! Siedź doma!
— A tu nam go właśnie chce na kark dać Bolko, nie spodziewając się potomka — rzekł Biskup, — lecz nie dokaże tego!
— Kazimierzu Opolski...
— Rośnij zdrów...
— Przemku Poznański.
— Siedź w swej dziurce...
— Włodku Kujawski, — śpiewał ks. Kwoka.
— A kiedyż im koniec będzie? — zapytał ks. Paweł — jeszcze nie wszystkich wysypałeś Piastowiczów...