Quid iuvat aeternitas...
Nominis — amare
Nisi terrae filias
Licet et potare!
Ale dalszy ciąg w zatkniętych dłonią zamarł ustach...
Po kątach i śmielsze jeszcze śpiewki podawano sobie do ucha...
Swoboda była wielka. Biskup rad na nią zezwalał, bo tem właśnie przywiązywał do siebie...
Ulubieńcom jego wszystko było dopuszczonem lecz słuchać za to musieli nie szemrząc i wszelkie spełniać rozkazy.
Wino dozwalało prawie o tragicznym biesiady początku zapominać. Uwolniono się od ludzi, którzy żywym dla innych byli wyrzutem. Biskup, chociaż wesołego udawał, był niespokojnym i podrażnionym, wołał i odpędzał Wita, naradzał się po cichu z ks. Szczepanem, mruczał sam do siebie.
Ledwie jednego odpuścił od siebie, drugiego powoływał.