Niewiasty, dziewczęta co siedziały na wozach i konno jechały, popłakiwały trochę zostawując tu swoich, ozierając ku nim, żegnając nieśmiało głowy skinieniem.
Wrota stały otworem, bo pan tak przykazał.
Dopiero gdy księżna wyjechała za nie, niemcy i polacy wybuchli śmiechem i szyderstwy, nawołując niektórzy po imieniu dziewczęta, inni węgrów drażniąc.
Zgraja się wdrapała na wał, na mury, oddalający się już obóz księżnej ścigając obelżywemi drwinami. — Lecz ten uchodził tak szybko, jakby rad był swobodzie i nigdy tu już wracać nie myślał.
Leszek z izby nawet nie wyszedł... Niemcy go mrucząc otoczyli...
Z początku donosili mu co chwila o wyborze w drogę księżnej, potem gdy wrzawa i krzyki dały znać, że wyruszyła, skupili się niespokojni przy nim. Czarny się tem nie poruszył wcale.
Przeciwnie zdawać się mogło, iż lżej mu się zrobiło, dowiedziawszy się o wyjeździe i czoło trochę rozchmurzył.
Tym, którzy zagadywali go o księżnę, odpowiadał mówiąc o łowach, podróży, lub innych sprawach...
Zasiedli znowu biesiadnicy mniejszym kołem do stołu, zaczęto rozmowę obojętną.
Nazajutrz Leszek rano na łowy ruszył w lasy.