— Kto chce co poczynać — szepnął Paweł — musi zawczasu.
Gość głową dał znak potwierdzający.
Tak się już musieli rozumieć dobrze, iż słów im wiele nie było potrzeba — odzywali się urywanemi wyrazy.
— Nas dwu, to mało — szeptał Biskup.
— Czekajcie, niebawem więcej się znajdzie — odparł drugi. — Dać trzeba czas Leszkowi aby ziemian od siebie odstręczył. Łatwo to przyjdzie. Niemcy u niego wszystkiem. Niech się rozpościerają, niech biorą górę, to nam przyjaciół przyczyni.
— Rozumnie! — potwierdził Biskup — ale każda by najpiękniejsza szata ma podszewkę, tak i ta wasza, która się po wierzchu dobrą wydaje. Zrazi Czarny jednych, drugich pozyska, bo w boju mu się szczęściło i szczęści — a rycerstwo to za serce ima.
Gość odpowiedział wzrokiem zdumionym i pomyślawszy nieco, rzekł.
— Na to aby sobie druhów nie zrobił — poradzi się.
— Radźcież! — dodał Biskup.
Siedzieli znów popijając.