— Żegota, wojewoda nasz nie mówi co czuje — rzekł przybyły — ale mu i było i jest wszystko nie do smaku... Da nam rękę.

Biskup wesołą twarz zrobił.

— Ja, nie jestem go pewny.

— Ja zaś co wiem, to wiem, i przy swoim stoję.

— A z Sandomierza? — spytał Biskup.

— Krystyn mi powinowaty — odpowiedział gość — przez niego pójdzie się dalej.

Bardzo cicho i żywo ks. Paweł dodał schylając się do ucha.

— Ale dziś, dziś trzeba wielką miłość i zgodę wykładać na misę, aby nie zwąchał co się warzy.

— Nie widzi daleko — wtrącił drugi.

— Toć prawda, ale drudzy zań...