Jeden ze starszych rycerzy, syknął.
— Sam! a bezpiecznież to?
Uśmiechnął się wódz pogardliwie.
— Niebezpieczeństwo równe w pół kopy, jak jednemu, — rzekł — a może większe, gdy nas kupa będzie.
Jadę sam!
Z podziwieniem spojrzeli po sobie ludzie, gdy to posłyszeli. W istocie potrzeba było odwagi, aby się samemu zdać, prawie bezbronnemu w ręce nieprzyjaciół.
— Ręczę za bezpieczeństwo wasze! — zawołał młody po rusku, bijąc się w piersi.. Jadąc gromadą niepotrzebnie ludzi oczy ściągniemy.
Wódz starszy popatrzał nań i dodał.
— Jedziemy więc! Nie na wieleby wam się zdało wziąć mnie albo ubić, z wolnego i żywego weźmiecie więcej.
Skinął głową ku swoim mężny człowiek i dał koniowi ostrogę.