Tak się skończyła ta scena między ojcem a dziecięciem, ale Presler poruszony nią choć się obawiał żony zszedł do niéj jeszcze. Przed nią kłamać nie było można, ona wiedziała wszystko.

— Słuchaj, rzekł rzucając na nią ognistemi oczyma, wiesz ty co czy nie?

— Mówiłam ci że nic nie wiem.

— Juljanowi jakiś szatan powiedział żem ja szpieg, Juljan chciał sobie w łeb strzelić! — Uspokoiłem go, przysiągłem, patrzajże mi kobieto, żeby się nic nie dowiedział! Ja ci życie wydrę.

Żona odepchnęła go ze wzgardą.

— Milcz! rzekła, ty nie masz prawa żadnemu z nas grozić, nikomu robić wymówek; tyś tak spodlony, że ani ojcem w domu ani mężem nie godzien jesteś nazwać się; tyś sprzedany sługa moskiewski! A jeśli kiedy na nas spadnie pomsta Boża to za ciebie. Nie groź, idź, milcz i pij swoją sromotę.

To mówiąc odstąpiła od niego i powoli poszła do izdebki syna. Księżyc był zszedł na niebie, Juljan otworzył okno i uspokojony, prawie szczęśliwy patrzał na wypogodzone sklepienia napawając się wiosennem powietrzem. To spojrzenie na świat Boży było dlań modlitwą. Chwilami tylko wspomnienie wypadków, myśl że ktoś był na świecie co śmiał ten straszny zarzut ojcu jego uczynić zachmurzała jego czoło, poczuł matkę blisko siebie i uśmiechnął się do niéj aby ją uspokoić.

— Idźcie spać, rzekł, mnie już dobrze, mnie już nic, bądźcie spokojni! jam szczęśliwy! —


W pierwszych dniach po opisanych wypadkach porucznik chodził podwójnie, moralnie i fizycznie przybity, zapał jego znacznie był ochłodł, nie brał się tak gorąco jak wprzody do swojego rzemiosła, spełniał je z niechęcią, można było sądzić że chce porzucić. Ale kogo raz w swe szpony porwie ta siła szatańska, tego z nich nie wypuszcza tak łatwo. Zawołany musiał być posłusznym, przypomniały się też odebrane razy i zemsta odżywiła, a pamięć doznanego przestrachu z Juljanem, powoli zacierała. Pił tylko znowu więcéj niż dawniéj i powracał do domu milczący, chmurny, nieprzytomny, żona popychała go na łóżko ze wzgardą, i najczęściéj spał nawet nie zdejmując odzieży. Dopiero nad ranem przebudziwszy się ukradkiem ją z siebie zciągał.