— Ale to ojcze dobrodzieju, ja już podrósłszy od żelaznej i słomianej do duchownej prawdy przyszedłem i o nią się chciałbym dopytać. Ale i ta dla mnie żelazna.
— I prawisz o nich jak o żelaznym wilku, gderał ojciec miotając się, czyś się waść blekotu objadł? czy sfiksował?
— Postanowiłem życie moje poświęcić poszukiwaniu prawdy.
— Dalipan oszalał, oszalał! Nauka przewróciła mu głowę! Co mi prawi o prawdzie! Alboż to niewiesz trutniu jakiś, że prawdą jest — wszystko co prawda...
Tu stary zaciął się i splunął.
— Że prawdą jest wszystko co prawdziwe, co nie fałsz, co...
— Co nas uczy wiara, co nam mówi serce! dodała matka ratując Jegomości który się jak wróbel w siatce targał.
— O tóż to! tak miałem mówić, podchwycił Bartłomiej — swięta i śliczna odpowiedź! Otóż masz z ust matki rezolucją finalną.
Tomko z uszanowaniem pocałował matkę w kolano ale milczał.
— Jeszcze ci nie dosyć?