— Chcesz, niechcesz, jak ci się podoba.
Potem umawiano się ciszej, Tomko już nic zrozumieć nie mógł.
— Są to formuły, mówił w duchu pocieszając się, potrzeba być wtajemniczonym.
Nareszcie drzwi się otworzyły i w szlafroku zatłuszczonym, z gołą wyschłą i pomarszczoną szyją, łysy, w okuarach, wszedł mistrz.
— Kłaniam się! rzekł.
Tomko przystąpił z uszanowaniem, pocałował go nawet w rękę podobno i zaczął mówić: —
Co mówił? niepowtórzemy, z przejęciem opowiadał on swoją historję; stary słuchał go, to z marsem na czole, to z pół uśmiechem, to ramionami ruszając.
— Chcecie poznać prawdę, rzekł naostatek, a no! to chodźcie na moje lekcje — Jeśli jest gdzie prawda znajdziecie ją niechybnie w moich sexternach, a myjcie sobie głowę zimną wodą rano i wieczór. —
— To mówiąc z uśmiechem zawrócił się i wyszedł.