Idźno spocznij — pomówimy o tem, ale mi się zda, że ja was nazad pchnę do ojca...
— Spoczynku ja tak bardzo nie jestem żądny — odezwał się Jaksa — ale i powrotu do ojca także.
Wy, miłościwy panie tego nie znacie, co to człowiekowi z zemstą w sercu siedzieć pod bokiem tego, komu się ją poprzysięgło... Ani pazury niedźwiedzie tak nie szarpią człowieka jak ta męczarnia.
— Zemsty chcesz — no! to pomagaj do niej — rzekł Światopełk. — Tutaj dwoje rąk twoich nie wiele przyczyni, a tam zrobicie więcej.
Nie z próżnemi rękami cię tam poślemy, będziesz miał co wieźć, ino się ja z panem bratem naradzę.
Jaksa chciał odchodzić, — ale się zwrócił jeszcze.
— Ksiądz mi tu mówił — odezwał się — że pod Uście Laskonogiego się spodziewacie. A nuż nadejdzie, to ja się z zamku wyrwać nie będę mógł. Jeśli chcecie mnie wysłać, trzeba wczas.
Światopełk niemal pogardliwie nań popatrzał.
— Przecie jam tu jest — rzekł — a i ja się nie chcę dać oblegać. No — a gdyby i nadszedł Laskonogi, myślisz że to tak łatwo obsaczyć tę dziurę dokoła?.. Czyż to ci koniecznie potrzeba gościńca abyś ztąd wyjechał? a czółenkiem po nocy, albo i po pas w bród — niemożesz?
Jaksa tą wymówką dotknięty trochę, nie rzekł nic, wyszedł cicho w podwórce, rozpatrywać się.