— Odonicz gorszy od niego — odparł książe. — Krew w nim ta ojcowska, co to się niegdyś naprzeciw własnego rodzica podniosła. Laskonogi mu nie sprosta, bo łagodny jest i dobry... a Odonicz plugawy i zdradliwy...
To mówiąc książe Henryk oparł się o stół ze znużenia, potoczył wzrokiem.
— Na list biskupi, — rzekł, — kanclerz mój odpowie. Zatrzymajcie się i spocznijcie tu... miłym mi gościem będziecie.
Wtem przypomniał sobie książe ocalone niewiasty i należną nagrodę.
— Winienem wam za męztwo wasze choć wdzięczną pamiątkę — odezwał się, — boście ocalili miłą żonie mojej sierotę.
— Miłościwy panie, — żywo począł Mszczuj, — to rycerska sprawa za którą się nic nie należy. Za kogokolwiekbądź byłbym dobył miecza...
Książe Henryk uderzył go po ramieniu i uśmiechnął się.
— Prawy z was żołnierz stary — rzekł. — Dawniej to i ja się rycerskiemu radowałem rzemiosłu, dziś, inny wiek, myśli inne... Marności to są wszystko... panowanie, rozkazowanie, szermierki i wojny, gdy na chwałę Bożą nie służą!
Ręką zamachnął w powietrzu.
— Powiał na nas z tą świętą niewiastą duch Boży, spadły z oczów łuski — przejrzeliśmy... Imię Pańskie niech będzie błogosławione!