Mówił i wzdychał, jakby mu przecież tych czasów starych, rycerskich żal było...

I drugi raz uderzywszy przyjacielsko Mszczuja po ramieniu pożegnał go z tem, aby sobie wczasu użył i spoczywał...

Waligórze zaś w tej niemczyźnie która go dusiła tak było jakby go kto w ukrop wsadził. Chciał się wyrwać co rychlej. — Nie odpowiedziawszy nic wyszedł, myśląc tylko o odwrocie, gdy Peregryn czekający nań, ujął go i do stołu zmuszając poprowadził z sobą.

III

Jaszko wyruszył z Wrocławia do Płocka wprost, spodziewając się tam znaleść ludzi po swej myśli. Podłowczy księcia Konrada Gromaza był mu dobrze i poufale znany, bo Jaszko z lepszych czasów miał po wszystkich kątach znajomości podostatkiem.

Nie były one wiele obiecujące, bo Jaksa najchętniej się wiązał z temi co do wypitej i wybitej ochotni byli — ci go lubili on ich wzajem. Z poważniejszemi ludźmi nie dotrzymał długo, i choć się na czas przystroił za męża na którym polegać było można, lada co go czyniło jakim w istocie był. Podpiwszy ani języka strzymać, ani natury zwierzęcej, namiętnej pohamować nie umiał.

Gromaza za dawnych lat, choć nieco starszy od Jaksy, takim bez mała był jak on. Kumali się z sobą — ale, co się z nim teraz stało gdy lata trochę szał ostudziły? Jaszko nie wiedział. Zawsze miał się do kogo udać w Płocku i kogo uczepić.

Nie tajno zresztą było że Konrad Mazowiecki, choć z Leszkiem trzymał, burczał i żalił się na niego. Spodziewał się Jaszko usposobienie na dworze, na Mazurach znaleść jakiego mu było potrzeba.

Los nadarzył że o mil kilka od Płocka będąc, na drodze spotkał właśnie ciągnących tamże Krzyżaków, którzy dość wolno podróż przez nieznane odbywając kraje, naostatek radzi się byli dobić do stolicy książęcej.

W podróży łacno się robią znajomości, a choć poczet z którym jechał Jaszko wcale nie był pokaźny, on sam też na gościńcowego łupieżcę więcej niż na prawego rycerza wyglądał, — że języki umiał, wygadany był i kraj ten po trosze znał, Konrad von Landsberg i Otto zawiązali z nim rozmowę. Potem popasali razem i bliższa zrobiła się znajomość.