Jaszko się śmiał.
— Dobrze im tak, a czemu się od Prusaków nie bronili! — zawołał.
— My się teraz bez nich obejdziemy pono — dodał Gromaza. — Książe chciał zakon rycerski założyć przeciw pogan, ale się nam Dobrzyńscy nie udali, powołał Niemców co bywali w Jerozolimie i z pogany się znają. Jakci siądą na granicy, będziemy za niemi jak za ścianą.
— Wczoraj jechałem z niemi — odparł Jaszko, — dwu ich prawda jest zbrojnych doskonale i prawych rycerzy, pachołkowie też niczego, chłop w chłopa, ale prędko ich nie stanie...
— Ci tylko na zwiady przyszli — odparł Gromaza dobywając z pod ławy dzban i częstując gościa...
Jaszko powoli cmoktał myśląc.
— Jeżeli na Prusaków się będzie wybierać — rzekł, — ja też nie mam co robić, poszedłbym.
Podłowczy głową tylko potrząsł.
— Czemu nie — przebąknął trochę skłopotany, — tylko to — widzicie, miłościwy mój — bardzo głośna była ta wasza przygoda na granicy, coście to Odrowążów dali wyrzezać... a sami się schronili...
Jaszko zapłonął i podskoczył ku niemu.