Począł więc:
— Jam tu jest z cudzem mianem — ale moje prawdziwe chcecie wiedzieć, tom Jaszko Jaksa Marków wojewodziński syn, ten sam którego Leszek zbeszcześcił za to, że Odrowąże mu przezemnie poginęli.
Słuchający krzyknął.
— Zaś! ty, Jaszko?
I zbliżył się ku niemu.
— Jam jest.
— A co tu robisz?
— Na Pomorze jadę do księcia do Światopełka, powinowatym mi przecie jest, swojemu ginąć nie powinien dać.
Uśmiechnął się gość.
— Jam też Światopełkowy powinny — rzekł — ale wara, by tu kto o mnie miał wiedzieć. Głowa by spadła temu, coby wydał.