Słysząc to nieznajomy głową tylko poruszył.
— Na co więcej? — dodał Jaszko. — Leszek łatwowierny, wziąć go łatwo... Albo to zamków i lochów nie ma gdzie go posadzić?
— Z lochów ludzie wychodzą — mruknął nieznajomy pan.
Po chwili milczenia uderzył go po ramieniu.
— Milczże tu z tém — dodał — a nocą, jeźli ci się chce, możesz się przyłączyć do moich.
Jaszko się pokłonił dziękując.
— Wiele z sobą czeladzi masz? — zapytał — zwracając się pomorzanin.
— Kilkoro tego ledwie jest, bom się z Krakowa pokryjomu wymykał.
— Konie dobre?
— Nieustaną — rzekł Jaszko.