— Ale ja bo niedługo bawiąc, już powracać myślałem — odparł Waligóra. — To z czem mnie tu posłano sprawiłem, spodziewam się, że mnie trzymać nie będą.
Kleryk pokiwał głową, coś niby chciał mówić i ociągał się.
— Jakbyście chcieli trochę spocząć a rozpatrzeć się tu — rzekł — toby też nie było od rzeczy.
— Ani od rzeczy, ani do rzeczy — odezwał się Mszczuj — bo ja tu już więcej ani zobaczę, ani się dowiem nad to, com widział i słyszał. — Byłem u księcia, spotkałem księżnę, pytałem, odpowiedziano mi... czegóż więcej trzeba...
— Pewnie — rzekł kleryk pospiesznie — miłość wasza lepiej wie co robić! Ale to tam z tego gadu człowiek niewiele wyciągnąć, ani w to wiele kłaść — możnaby popatrzeć co czyni.
— Oni tu nic nie robią, tylko się modlą i na niebo pracują — odparł Mszczuj...
— Ojciec nasz świątobliwy mówił mi, gdym się w drogę wybierał — dodał Kumkodesz — niech się tam stary nie spieszy, kości swoje szanuje, a... a...
Tu się zaciął, Mszczuj bliżej przystąpił.
— Cóż za — a? — spytał.
Kleryk głos zniżył.