Mistrz Andrzej wstał z siedzenia i złożył w krzyż ręce na piersiach.
— Ojcze miły, przebaczcie, Iwo mściwym nie jest!
To zaprzeczenie wzruszyło Wojewodę, który zdał się chcieć wybuchnąć, i powstrzymał.
— Nie znasz go! — zamruczał.
— Ojcze drogi — obcuję z nim codziennie, mąż jest Chrystusów, człowiek święty... a zemsta jest niechrześciańską i zabronioną zakonem...
Wojewoda popatrzył na syna z politowaniem i wyrzekając się sporu, zamilkł...
— Światopełk jest naszym powinowatym, — począł zwolna, — jeden ród, jedna krew. Kole ich to w oczy że na Pomorzu włada, chcieliby go wygnać, pomawiają o zdradę, czynią go wspólnikiem Plwacza...
— Plwacz się z jego siostrą Helingą ożenił — szepnął Andrzej.
Cała ta rozmowa tak widocznie dolegała mistrzowi Andrzejowi, odpowiadającemu z musu, pół słowami, iż ojciec widząc że go wciągnąć nie potrafi w nią, zamilkł i nagle spytał.
— Cóż ten Waligóra tu zamyśla?